Nadszedl koniec. Tak nam wszystkim smutno! To byla niezapomniana przygoda, pod wieloma wzgledami jedno z lepszych rzeczy, jakie sie w zyciu wydarzyly. Duzo zajmie czasu dojscie do siebie po takiej podrozy! Wracamy do codziennych spraw, ale to, co widzielismy i przezylismy zostaje z nami na zawsze.
Dziekuje Wam Rodzice, ze mnie ze soba wzieliscie! Dziekuje Wam Jacholki, ze z nami pojechaliscie, bo bez Was to w ogole nie byloby to!
No i dziekuje, w moim imieniu i wszystkich pozostalych, wszystkim, ktorzy sledzili nasze losy na blogu i trzymali kciuki, zeby wszystko szlo jak z platka!
Zostawiam ten blog w takiej formie, bez zadnych zmian, bo pokazuje te najswiezsze, gorace wrazenia z miejsc, ktore widzielismy i to, w jakich warunkach te wpisy sie odbywaly; jak internet byl wolny i trzeba bylo zmniejszyc zdjecia do min, zeby cokolwiek wgrac, chaotyczne wpisy na szybko, bo czas sie konczyl, albo reszta wycieczki niecierpliwie tupala nogami. Moze, jezeli starczy zapalu i czasu rozwine bloga tak, zeby dokladniej opisac, co widzilismy i gdzie byloismy i zeby pokazac wiecej zdjec z masy, jaka wspolnie zrobilismy (pewnie z kilka tys).
A tymczasem pozdrawiam i wklejam troche fotek z bemudzkiego wesela i z 2 dni w Nowym Jorku.
czwartek, 4 października 2007
I koniec....
Nowy Jork
Ostatnie chwile w NY, z walizkami na lotnisko
Soho
Wall Street
Na tle dziury po WTC
Phantom... w Majestic Theatre
Show na Broadway'u obowiazkowo zaliczony (Phantom in the Opera, grany od 20 lat)
Times Sq
Widoczki
Times Square
"I'm not forgetful. I'm having a senior moment"- i jak tu sie na tatusia wnerwiac?!
Widok z Rockefeller Centre
Bermudzkie wesele
niedziela, 30 września 2007
sobota, 29 września 2007
Juz na Bermudach (i zaleglosci)
I taaaka plaza
Ogrodek kolo domu, w ktorym mieszkamy
Pod takim adresem
Wczoraj wieczorem udalo nam sie dotrzec na bermudy po baaardzo dlugiej podrozy, bo w sumie z nowej zelandii z przystankami krotkimi w los angeles i nowym jorku (nam tez nocleg i troche zwiedzania). Taka dluga przerwa, bo jestesmy w mega pedzie i nawet czasu na net cafe nie bylo. Ale teraz juz spokojnie, goszczeni przez panstwa Sheinbergow w bermudzkim domu, z dostepem do sieci:) W zasadzie cala ta podroz to wlasnie "przez" nich, bo dzieki ich zaproszeniu na wesele Moniki (ich corki), zaczelismy myslec o podrozy i tak sie przedluzylismy dookoloa swiata:) Wkleje fotki najpierw stad, a potem z krotkimi opisami (sprobuje odswiezyc pamiec, bo wszytsko sie zaczyna zlewac w jedno:) z Sydney za dnia, z Nowej Zelandii i Nowego Jorku.
Jutro tutaj wesele, wszyscy mamay nadzieje, ze pogoda dopisze, bo podobno huragan idzie, a ja mam osobista nadzieje, ze bede miala sie w co ubrac, bo zaginal moj bagaz i razem z nia weselna kreacja, niby ma dojechac dzisiaj wieczorem, ale to juz drugi termin...
Zostajemy tu do pon, i juz przez Nowy Jork (tam noc) i Londyn (juz bez nocy) w srode mamy nadzieje wyladowac w gda:)
buzka
sobota, 22 września 2007
Ayers Rock foto (+Sydney)
Oto fotki z Ayers Rock, czyli po aborygensku Uluru i Kata Tiuta. Na wszystkich zrobilo to miejsce ogromne wrazenie, nie tylko zachwytu, ale tez takiego mieszanego uczucia w zwiazku z miejscem Aborygenow w tej calej przemyslowo turystycznej eksploatacji tegpo miejsca.
Uleglismy urokowi wschodu i zachodu, podobnie jak setki japonczykow i innych:)
A teraz juz w Sydney, ktore mnie osobiscie urzeklo najbardziej ze wszystkich miast jakie w zyciu widzialam!(szkoda, ze tylko do jutra tu zostajemy:(
Dla marty: problem z tatusiem na zdjeciach jest taki, ze on je wszystkie robi, ale znalazlo sie kilka takich z nim tez:)
jutro do Auckland, takze dzis ostatnia noc w Australii:(((
Pozdrawiamy!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)